Psubratem jestem

Pewnie mało kto spośród trenujących bieganie potrafi szczerze przyznać, że czasem owo bieganie śmiertelnie go… nudzi. A może jestem wyjątkiem? Zwykle występować musimy w roli apologetów zdrowego trybu życia i jedzenia, miłośników ruchu na swieżym powietrza, ambitnych amatorów podnoszenia swojej wytrzymałości, szybkości i siły, które pozwalają nam bić kolejne życiówki w maratonach i triathlonach. Ale gdy za oknem zimowa szarówka, z nieba leci kapuśniak, a w domu przyjemnie ciepło i koty mruczą na twoich kolanach, zmuszenie się, by wyjść na dwugodzinne wybieganie w tlenie, bywa prawdziwym wyzwaniem. Nawet perspektywa zawodów nie działa stymulująco, gdy podświadomość podpowiada, że najbliższy start dopiero za pół roku.

20150827_084733Kiedy dwa lata temu, cierpiąc w duchu, ubierałem na siebie kolejną warstwę ubioru i zastanawiałem się, co wrzucić na empetrójkę: jakąś muzę czy może – ambitniej – porcję angielskich frazali (oczywiście zawsze wygrywała muzyka), postanowiłem, że czas wreszcie, by zrealizować pomysł, który od dawna pałętał mi się po głowie. Na pewno w takim schronisku dla bezdomnych zwierząt jest mnóstwo psiaków, które z chęcią by mi potowarzyszyły w treningowym znoju! Połączyłbym (nie zawsze) przyjemne z pożytecznym i na dodatek zyskałbym kolejny argument w dyskusjach o sensowności uprawiania sportu, które czasem wybuchają w rozmowach z niebiegającymi innowiercami. Nie sądziłem wtedy, że rozrywka, którą egoistycznie sobie zaplanowałem, mająca za zadanie rozbić monotonię treningu, wywrze tak duży wpływ na moje nie tylko biegowe życie.

W krakowskim schronisku dla bezdomnych zwierząt każda osoba wyrażająca chęć pomocy witana jest z otwartymi ramionami. Nie oznacza to jednak, że już przy pierwszej wizycie dostałem do ręki smycz z husky i życzeniami owocnego treningu. Szczerze powiedziawszy swój pierwszy trening biegowy z psem odbyłem dopiero… pół roku później. Wcześniej musiałem stać się pełnoprawnym wolontariuszem: przejść szkolenie i okres próbny, w czasie którego pozostaje się pod opieką bardziej doświadczonych osób (ja trafiłem pod skrzydła pani Róży i do dziś błogosławię to szczęśliwe zrządzenie losu, bo to osoba niezwykła). Wiele kolejnych miesięcy zajęło mi później zaprzyjaźnienie się z psami, którymi dziś się opiekuję. Czy czułem zniecierpliwienie i złość na regulamin, który określa zasady wolontariatu? Nie, ponieważ szybko stało się dla mnie jasne, jak niezgłębiony, a zarazem piękny jest świat zwierząt, w 20150827_090553którym próby pośpiesznego przełamania granic z góry skazane są na porażkę. Każdy psiak, nawet ten najmniejszy, to istota, która czuje, rozumie, ma swój charakter, lęki i przyzwyczajenia, która nosi w pamięci historię swojego życia. Zanim zostałem „panem od haszczaków”, do których nieokiełznanej, wilczej natury czuję pozaracjonalną słabość, w schronisku poznałem wiele innych psów, z którymi blisko się zaprzyjaźniłem. Bo w psach, nawet głęboko zranionych przez człowieka, zakodowana jest miłość do nas, na którą częstokroć zupełnie nie zasługujemy – jak inaczej tłumaczyć fakt, że nawet pies trzymany nieustannie przy budzie na łańcuchu, na widok swego bezlitosnego „pana” łasi się i macha do niego ogonem? Jak sam zachowałbym się na jego miejscu? Gryzłbym po łydkach, ile wlezie!

Maur – uśmiechnięty od ucha do ucha, nieforemny rudzielec, Wiktor – zapomniany weteran o nieograniczonym apetycie, Fido – uwielbiający ruch, tęsknie wołający o zabranie go na spacer, Oskar – groźnie wyglądający amstaff o… gołębim sercu, Frodo – wulkan energii i psotnik jakich mało, wreszcie Balto – porzucony, nieufny husky, który długo nie potrafił uwierzyć, że z domu został zesłany do schroniska. Gdy zyskałem takich kompanów, bieganie zeszło na plan dalszy… Skończyło się na tym, że zamiast trenować z psami, przez wiele miesięcy trenowałem w drodze do i ze schroniska. Większość moich ówczesnych podopiecznych ma już nowe domy i rozpoczęło szczęśliwe – mam nadzieję – życie. Tej upragnionej chwili nie doczekał niestety Maur, który zmarł w sierpniu 2015 w czasie fali upałów.

Gdy stałem się wreszcie pełnoprawnym wolontariuszem KTOZ i otrzymałem zielone światło na spacery (czyli biegi) poza schroniskiem, automatycznie pod moją opiekę zaczęły trafiać psy kochające ruch. Częstokroć rasy husky, których nieszczęściem jest zwodniczo piękny wygląd (zwłaszcza w wieku szczenięcym – „Och, jaka pluszowa kulka! Koniecznie musimy go mieć!”) skrywający bardzo wymagającą _MG_2399naturę, co niestety często prowadzi do oddawania ich do schroniska. Od ponad roku 99 procent treningu biegowego do maratonów i triathlonu odbywam w towarzystwie psów, między innymi Chorwata, Fisza, Tomiego, Dragona, Dekreta i Szakala – moich oddanych sparingpartnerów (skład mojej czeredki ciągle się zmienia). Biegamy po położonych w sąsiedztwie schroniska wiślanych wałach i pagórkowatym Lasku Wolskim. Staram się urozmaicać treningi, ale i tak najczęściej są to po prostu zwykłe wybiegania – dłuższe bądź krótsze. Szkoda, że chętnych psiaków jest tak wiele, a ich kolega nie zawsze dysponuje wystarczającą ilością czasu i odpowiednim zasobem sił…

Specjaliści biegowi oczywiście popukają się w głowę – a gdzie realizacja ściśle określonego planu treningowego, który prowadzi do rozwoju i sukcesów? Gdzie słynne biegi progowe, interwały oraz rytmy? Czasem… są, bo mam świadomość, że należy różnicować treningi. Ale podczas interwału zdarza się przerwa na sikanie, obwąchiwanie kupy lub obszczekiwanie innego psiego spacerowicza, a Bieg z Narastającą Prędkością zamienia się w Bieg z Malejącą Prędkością, bo akurat dziś mój kolega wstał lewą łapą. Bywa, że podczas treningu zaliczam nawet 25 kilometrów, które posiekane są przerwami na odprowadzenie jednego psa i wyprowadzenie kolejnego, więc nie sposób je traktować jako Długie Wybieganie. Być może to niezbyt profesjonalne z punktu widzenia sportowca amatora. Czas poświęcony na dotarcie do schroniska i opiekę nad psami mógłbym z pewnością spożytkować na o wiele bardziej owocny trening, który być może przyniósłby lepsze rezultaty. Ale nie żałuję swojego wyboru i nie zamierzam z niego rezygnować. Radość, które okazują psiaki na widok szelek biegowych, ma dla mnie o wiele większą wartość niż dwie minuty urwane z życiówki w maratonie. A spojrzenie w oczy moich czworonożnych przyjaciół wystarcza mi, by zrozumieć, że to wszystko ma sens.

Arek

Gdy przekonuję do wegetarianizmu, mówią mi "Ty ośle"! Gdy proszę, aby nie więzili psa na łańcuchu przy budzie, nazywają mnie baranem i psubratem. Gdy biegam po lesie, słyszę, że jestem brudny jak świnia i czemu tak capię. Przyznaję - w ostatnich latach skundliłem się (dosłownie!), a mój węch wyostrzył się na ludzi, którzy podle traktują zwierzęta.

4 thoughts on “Psubratem jestem

  • 10 lutego 2016 at 11:13
    Permalink

    Czytałam ten artykuł z zapartym tchem. Oczami wyobraźni widzę radość jaka wita Cię, gdy tylko przekraczasz próg schroniska, te rozmerdane ogony mówiące „pobiegajmy dziś razem!”. Sama mam psa ze schroniska i wiem ile uczuć ma w sobie i ile dobrego daje mi na co dzień. Cudownie, że w tym szarym, podłym świecie są dobrzy ludzie, którzy potrafili- tak jak Ty- połączyć swoją pasję z czymś dla innych- w tym wypadku dla czworonogów. To co robisz jest fantastyczne! Pozdrawiam ciepło!

    Reply
  • 10 lutego 2016 at 18:53
    Permalink

    Cieszę się, że adoptowałaś psa – to szczęście podwójne: Twoje i zwierzaka. Im mniej merdających ogonów w schronisku, tym lepiej! Warto przekonywać do tego innych, aby nie kupowali, lecz właśnie adoptowali. Pozdrawiam:)

    Reply
  • 22 lutego 2016 at 15:00
    Permalink

    Jestem pod wielkim wrażeniem tego co robisz. Gdyby było więcej takich ludzi to los wielu zwierzaków byłby z pewnością weselszy. Też mam psiaka ze schroniska z którym biegam. To mój drugi pies schroniskowy i mogę powiedzieć, że nie ma wierniejszych i bardziej kochających psiaków. Życzę samych sukcesów i może kiedyś uda się spotkać na biegowej ścieżce 🙂

    Reply
    • 26 lutego 2016 at 19:59
      Permalink

      Bardzo miło mi Ciebie poznać i gratuluję decyzji o adopcji! Moje bieganie z psami to tylko sposób na rozprostowanie im kości. A najważniejsze to znalezienie dla nich domu (takiego jak Twój), by mogły biegać codziennie;) Pozdrawiam i do zobaczenia!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *